Akita Wysokogórska

Dopomagałeś się wpisu? To się doigrałeś! Dzisiaj chciałbym kontynuować temat wyjazdu na wakacje z psami. W naszym wypadku chodzi głównie o majówkę ale temat pozostaje adekwatny. Jest to kilka dni z rzędu wolnych, które mamy zamiar spędzić w jakimś ustroniu razem z naszymi psami. Czyli wakacje, nieważne w jakim czasie się one odbywają. Ale do brzegu jak mawiał mój wujek przemycając alkohol z niemieckiej strefy wolnocłowej. Majówka przedstawiała się wyjątkowo atrakcyjnie. Pogoda świetna. Temperatura znośna. Wilgotność do przyjęcia. Nic tylko robić grilla. Niestety moja żona szybko wyprowadziła mnie z błędu. Okazało się, że nie będzie grilla, nie będzie leżenia na ogrodzie w towarzystwie futer. Nie będzie zimnego piwka pod markizą. Będzie natomiast ciężka praca, znój, pot, łzy i zapewne krew. Jedziemy w góry. Rekreować się długimi pieszymi wycieczkami oraz zwiedzaniem zakątków przyrody. Zakątków, których nie odwiedza żaden szanujący swoje stawy człowiek. Ponoć to jest na topie i każdy celebryta wypruwa sobie flaczki na pieszych wycieczkach po skałkach. Jako, że moja żona szczerze nienawidzi celebrytów zapewne skierowała nas w tamte strony z nadzieją, że jakiegoś spotka i mu natrzaska. Kto wie? Jako, że jestem w czepku urodzony los podsunął nam człowieka, który od tej chwili będzie znany jako Piotr F. Okazało się, że jest to człowiek tak życzliwy i pełen chęci do pomocy, że nie spotkałem jeszcze nikogo takiego na swojej niekrótkiej przecież drodze życia. On to zaoferował nam użyczenie domu, jako bazy wypadowej. Nam, z dwojgiem dzieci i czworgiem psów. Możecie sobie wyobrazić takie serce na dłoni? Ja byłem pod wrażeniem. Skoro twierdzi, że przyjmie, to nie daliśmy mu szans do odwrotu i poinformowaliśmy, że jesteśmy w drodze. Cóż miał biedny robić? Dobra mina do złej gry. Ale powiem Wam, że chłop stanął na wysokości zadania. Bardziej niż się spodziewałem. Ale o tym później.

Jedziemy na wycieczkę w góry. Uwaga blog zawiera lokowanie produktu. Jakiś czas temu właśnie w związku z wyjazdami rodzinnymi zmieniliśmy nasze Volvo V50 na rewelacyjnego Peugeota Travellera. Gdzie mogliśmy pomieścić wszystkie nasze dzieci. Te czworo – i dwu – nożne. I tymże pojazdem udaliśmy się do miejscowości Duszniki Zdrój. Nie ma sensu opisywać podróży. Była nudna, spokojna i przewidywalna. Wiecie, obszerne auto, trasa prosta jak wykres budżetowy ministerstwa finansów, wszyscy na pokładzie. Sielanka. Dojechaliśmy. Tu pierwsze zaskoczenie. Domek w górach mówił, skromna chata mówił, ot miejsce żeby plecak położyć. Cóż jesteśmy przyzwyczajeni do innego stopnia komfortu. Chata wypasiona, pokoi że każdy miał swój. Kominki, ogród, ślimaki, łazienki, strefy buforowe, ślimaki, łóżka, no wypas. Jeżeli wiecie o kogo chodzi dzwońcie. Cena konkurencyjna. Gwarantuję super miejsce i polecam. Dla tych, którzy nie wiedzą dodaję wskazówkę Pan Piotr F. Wypowiada się politycznie :). Nie jestem pewien czy wyświadczam Ci przysługę ale nie dbam o to. Masz super „domek wypoczynkowy” może zechcesz zarabiać na nim. Jeżeli nie, wystarczy że powiesz, że to nie o Ciebie chodziło. I najważniejsze przyjmuje z psami. Tak więc dojechaliśmy. W bramie przywitał nas gospodarz, zakwaterował, rozstawiliśmy sprzęt, znaczy kenele. W nich umieściliśmy psy. Dzieci rozbiegły się po okolicy. A okolica zacna, wszędzie pod górę. Z rozmieszczeniem psów to logistyka wyższego rzędu. Zwłaszcza, że jak powszechnie wiadomo Akity występują w parach. Pies i suczka. To jakoś tak po bożemu. Niestety o parach jednopłciowych można powiedzieć, że są rdzenno-polskie. Co najwyżej mogą spalić tęcze. No w ich wypadku rozszarpać. Oczywiście uprzedzę słowa krytyki twierdzące, że kooegzystencja dwóch dorosłych samców obok siebie w zgodzie i spokoju jest możliwa. Oczywiście stwierdzenie takie odnosi się również do dziewczynek. Tu akurat jest pełne równouprawnienie. Oczywiście zgadzam się w całej rozciągłości z takim stwierdzeniem. Sam mam dwie suczki, które funkcjonują razem w zgodzie i harmonii. Wiem, że jest to możliwe. Widziałem to wielokrotnie. Widziałem również gryzące się akity, i zawsze to były Akity tej samej płci. I to nie tylko moje. A argument „Moje się nie gryzą” jakoś do mnie nie przemawia. Bo jak się pogryzą to i tak nikt się do tego nie przyzna. Jakoś takie zdjęcia nie mają wzięcia na FB. Zresztą gdy Akity zaczynają awanturę ostatnią rzeczą, o której człowiek myśli jest dokumentowanie na FB. Ja uczciwie przyznaję Ruda ze Sroką darzą się głębokim i szczerym uczuciem. Jest ono raczej zębate ale zawsze jest to uczucie szczere, wiecie takie z głębi trzewi. Dlatego logistyka jest w tym wypadku kluczowa. Przede wszystkim należy uświadomić wszystkich domowników co do zasad rotacji psów. Nikt poza osobami wyznaczonymi, czyli w tym wypadku mną i moją małżowiną, nie może wpuszczać i wypuszczać psów na zewnątrz, a już nie daj boziu z kojców. Sprawa kluczowa. Nikt się nie tyka psów. Bo nie ręczę za skutki. Warto wozić ze sobą wydrukowane in blanco oświadczenie, że nie ponoszę odpowiedzialności za szkody spowodowane przez moje psy w zdrowiu i mieniu wynikłe z głupoty i nieodpowiedzialności gospodarzy. Żarcik taki. No i wykupione OC na psy. Kosztuje grosze, a pozwala zaoszczędzić masy wydatków. Pamiętajcie, że niekoniecznie to Wasze psy muszą się awanturować. Często będzie tak, że to Wasi gospodarze będą mieli domownika, który jest przyzwyczajony do łażenia gdzie mu się podoba. Należy wtedy mieć oczy naokoło głowy. Nie wiecie skąd wylezie Azor.

Nie jestem pewien jak udało się to osiągnąć, ale wszędzie jest pod górę. Szlag, kto to projektował? Gospodarz okazał się prawdziwą kopalnią wiedzy o okolicy. Jeszcze mu podziękuję za to. Oczywiście szybko zgadał się z moją małżonką, która chciała chodzić po górach. Ja wolałem raczej chodzić po płaskim lecz zostałem przegłosowany. Zresztą nawet krajobraz był przeciwko mnie. Szmaciarz. Majówka jak się okazało trwa kilka dni i nikt nie będzie tyle łaził po bieżni miejscowego stadionu- jedyny płaski teren w okolicy. Tak więc postanowione. Jutro jedziemy łazić po górach. Qrwa. Miejsce zostało wybrane nader starannie. Wpuszczają z psami. Długie trasy spacerowe. Odrobina wspinaczki, ale po schodach. No nic tylko jechać. Miejsce nazywa się Szczeliniec Wielki. Jak ja się dałem nabrać. Nie wierzcie kiedy wam mówią, że 1000 metrów to nie jest daleko. Jeżeli to jest kilometr w górę po schodach ciosanych przez pijanych w trupa kamieniarzy to jest to kosmicznie daleko. Każdy schodek inny. Większość zniszczona i krzywa. Co więcej na dole stoją dwie tabliczki. Jedna informuje „Tędy go góry” druga opatrzona zakazem wjazdu stwierdza, że to jest droga z góry. Paradoksalnie, do góry pchają się wszyscy. Z góry nie schodzi nikt. Przez chwilę zastanowiło mnie co też się dzieje, że nikt nie schodzi. Ale, że rozwiązanie nie pojawiło się natychmiast, zrezygnowałem z dociekania. O święta naiwności. Znaki jasno mówią gdzie iść. Więc idziemy. Tu mała dygresja. Jako, że ręce mam tylko dwie na wycieczkę psy udawały się parami. Na rzeczonym Szczelińcu Wielkim towarzyszyły nam Ruda i Falka. Jako, że nasz gospodarz Piotr miał w przeszłości do czynienia z Akitami pozostawiliśmy mu resztę stada. Oczywiście po uprzednim dogłębnym zapoznaniu. Czyli długim spacerze podczas, którego prowadził psy na smyczy, czuwał nad nimi, reagował z wyprzedzeniem na nadchodzące zmiany w otoczeniu itp., itd. (nie mylić z Inspekcją Transportu Drogowego, oni nie mieli z tym nic wspólnego). I proszę sobie teraz wyobrazić dwie Akity. W doskonałym futrze. Wśród tłumów ludzi. Wiecie jak to się kończy. A kończy się to w jeden sposób. Mianowicie. Jakie ładne, mogę pogłaskać? Jakie ładne, to husky? Jakie ładne, co to za rasa? Mogę pogłaskać? Nie gryzie? Mogę pogłaskać? Jakie śliczne, to malamuty? Jakie rude, pierwszy raz widzę rude husky. Jakie… Jakie… Jakie… I wszystko to na wąskich schodach wykutych przez zalanych kamieniarzy. Co więcej jak się okazało wejście na górę jest darmowe. Za to zejście jest płatne. I wszyscy ci ludzie, którzy stwierdzili, że nie zapłacą za zejście pchają się pod prąd w dół. W tym wielokrotnie z psami. Ludzie wejście pod tą górę to był horror. Oczy naokoło głowy. Każdy chce macać, dzieci rzucają się na szyję psom. Z naprzeciwka pchają się ludzie z psami na kompletnie spuszczonej Flexi. Wyobraźnia poziom -7 i nadal spada. W pewnej chwili zeszliśmy ze schodów na pobocze poza barierkami by przepuścić schodzących w dól ludzi z malamutem wielkości małego kuca. Dygresja. Droga w dół dla psów jest za darmo. Byłem wniebowzięty ludzką myślą twórczą. Nie ma to jak wleźć na górę drogą jednokierunkową. Bo jest za darmo. A skoro zjazd jest za dosłownie grosze, to nie zapłacę lecz pod prąd popcham się na dół. W końcu kto mi zabroni? Brawo Wy. Podobnego poziomu buractwa już dawno nie widziałem. I wszechobecne jowialne „Proszę się nie bać Pikuś nie gryzie”. Na bogów i demony. Pikuś? Nie bać się? O kogo, o Pikusia? A co mnie Pikuś obchodzi? Nie gryzie? Człowieku pikuś jest maltańczykiem. Ja prowadzę dwie Akity. Mam 100% przewagi w zębach. Nawet z przerostem uzębienia u Pikusia. Niby kogo on ma ugryźć? Dwie wyrośnięte, muskularne i w doskonałej formie Akity? Pikuś? Akity? Na szczęście Pikuś popatrzył na Rudą i Falkę zobaczył dwa rekinie uśmiechy i okazało się, że inteligencją o niebo przewyższa swojego opiekuna, który z Budwaiserem w ręku, w koszulce na ramiączkach, siatkowanej wracał w dół drogą pod górę. Już nawet nie chciało mi się mówić sakramentalnego „Ale moje gryzą”. Należy pamiętać, że takich Pikusiowych „Panów” jest sporo. Musicie uważać na nich. Wyobraźnia na poziomie ślimaka nie usprawiedliwia Waszego psa. Bo to zazwyczaj Wy będziecie agresorami. Jakoś tak to działa, że kiedy kurz opadnie to Akita stoi nad przeciwnikiem, a nie odwrotnie. A w tym wypadku to wygranych się sądzi. Koniec końców dotarliśmy na szczyt. Widok przewspaniały. Podobno.

Nie widziałem. Starałem się odzyskać oddech, a pot i łzy przeszkadzały mi w patrzeniu. Ostatni raz tak płakałem w wieku lat pięciu kiedy mi chomik umarł. Jak ja błogosławiłem koniec tych piekielnych schodów. Wznosząc Hosanny cieszyłem się, że już teraz tylko w dół. O święta naiwności! Gdybym wiedział jak się schodzi osobiście pchałbym się pod prąd schodami, w dupie mając wszystkich idących z naprzeciwka. Ale ja to wiem bo zszedłem w dół z psami. A innych przeraziła kolejka do kasy. I sama kasa, z koniecznością opłaty. To był koszmar. Schodki wąskie jak w łodzi podwodnej. I równie strome. Dziury w ścianie, które uchodziły za przejścia. Niektóre wąskie, że przechodziłem z całkowicie wypchniętym powietrzem z płuc. Inne tak niskie, że niemal się czołgałem. Zakręty, zwroty akcji, pościgi za własnym cieniem. No przygoda życia. Po jakie licho jechać gdzieś w nieznane, gdy pod bokiem czeka taka przygoda. Naprawdę coś niesamowitego. W maju nasze psy brodziły w śniegu do pasa. Przewspaniałe przeżycie. Jedyny problem gdy już zeszliśmy na dół to krwawiąca łapa Rudej. Gdzieś musiała się zaciąć a nie mieliśmy ze sobą żadnej maści i mogliśmy to opatrzyć dopiero po przybyciu do bazy.

Okazało się, że w bazie sprawa ma się dramatycznie. Nasz gospodarz beznadziejnie zakochał się w Lisie i Sroce. Cóż takie życie. Miłość bywa ciężka i na odległość. Musisz z tym żyć. Narada wieczorna doprowadziła do tego, że nazajutrz jedziemy do „Kamiennego Miasta” w Czechach. Zanim zapomnę przestroga. Zanim przekroczycie granicę, a właściwie tuż przed nią wyłączcie dzieciom możliwość korzystania z waszego internetu. Oglądanie bajek z popularnego serwisu na internecie taty kosztuje kwotę czterocyfrową. Przed przecinkiem. No dobra niech będzie Stone Town. Jedziemy. Pochwalę się, że zanim dojechaliśmy do rzeczonego miasta, odwiedziliśmy firmę ManMat. Produkują oni przecudowne szelki, smycze, uprzęże. Nie prosili nas o reklamę. Ale i tak dali rabat dla hodowców. Przecudowni ludzie. Przymierzyli Lisowi szelki do biegania przy rowerze. Dzięki temu kiedy ja połamałem co tylko zdołałem podczas kraksy on wyszedł bez szwanku. ManMat – Ashke Inu dziękuje za profesjonalną obsługę i sprzęt najwyższej jakości.

Jak się okazało dojazd do Kamiennego Miasta – tego cudu Gór Stołowych jest w chwili obecnej niedostępny. O czym poinformował nas człowiek roznoszący ulotki w korku. W zamian zaoferowano nam szereg innych atrakcji w okolicy. Skorzystaliśmy. Zwiedziliśmy przepiękny klasztor Benedyktyński „Broumov”.

Co prawda do środka nie można wchodzić z psami, ale park mają przewspaniały i godzien przespacerowania się z psami. Należy uważać na osoby z psami typu przegryzka. Puszczają je wolno i mają nadzieję, że nie zostaną skonsumowane. Cieszę się, że nikt nie słyszał mojej żony jak wrzeszczała do tego typu opiekunów. To co mówiła nadawało się już pod zbrodnie przeciwko ludzkości. Zwłaszcza, że nie miała pewności, że są to …, …., …., …. pepiki. I nikomu nie należy życzyć tak koszmarnej śmierci. Zjedliśmy obiad w Restaurance Śwejk Centrum Walze. Przewspaniałe miejsce. I jeszcze lepsze jedzenie. Cudowne knedlićki. Potem pojechaliśmy do Naszego punktu docelowego. Okazało się, że miejsce jest jeszcze na tyle oblegane abyśmy zrezygnowali z kolejki. No wyobraźcie sobie. Towarzyszą nam w tym dniu Lisu i Sroka. Czyli nasze najstarsze Akity. Wokoło pełno yorków, westi, buldożków i tak naprawdę diabeł wie czego. Jedynie nasze psy w kagańcach jak stoi w instrukcji parku. Każdy z tych p”siurków” usiłuje udowodnić Akicie, że jest wielki. A nie są. Wycofaliśmy się i poszliśmy na spacer dookoła. Moja żona posiada przewspaniałe zdjęcia z tego spaceru. Całkowicie dzikie skałki, nieprzetarte szlaki, dróżki, którymi chodzi jedynie zwierzyna. Coś wspaniałego.

Oczywiście wszystko pod górę. Niewiadomym jest dla mnie to jak mogliśmy wracać również pod górę. Jedna z zagadek wszechświata. Kiedy wróciliśmy pod wejściem tłum był minimalny. Dlatego zdecydowaliśmy się na zwiedzanie. Godzina była koło 18. I to jest dobry czas aby wejść z dużymi psami szczególnie w upalny dzień. Obejrzeliśmy Skalne Miasto. Jest na co popatrzeć. Oczywiście jeżeli idziecie z Akitami uważniej rozglądacie się za wokoło niż do góry. Bo tu się nic nie zmieniło w mentalności ludzkiej. Mnóstwo ludzi puszcza pieski luzem. Należy na to uważać. Ale miejsce jest magiczne. Oczywiście są wszechobecne schody. Ażurowe, drewniane, z deseczek. Powiem Wam dla Lisa to był koszmar. On nie lubi schodów. Tu musiał chodzić po każdej odmianie. Bardzo uważajcie. Ja miejscami wnosiłem go na rękach. Trasa łatwa jest do przejścia z psem. Jeżeli zdecydujecie się na trasę niebieską uważajcie na bardzo strome zejścia po ażurowych metalowych schodach. Można je ominąć schodząc z trasy i idąc bokiem po zboczu. Nasza wyprawa na tym się zakończyła. Potem się rozpadało i wróciliśmy do domu.

Na zakończenie pragnę podziękować Piotrowi za przyjęcie, serce, przyjaźń, dobre rady i polowanie na ślimaki. My wiemy o co chodzi- 306 sztuk  w najlepszej metodologii świata. To były najwspanialsze łowy w naszym życiu. A i jeszcze jedno, to najostrzejsze noże do chleba jakie mam. Dziękuję.

Ja Loki

2 thoughts on “Akita Wysokogórska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Name *