Czy ten kurczak był ciekawy?

Witam Was.

Wiem mam zaległości. Ale niestety wena jest kapryśną Panią. Przychodzi kiedy ma ochotę. A tak na poważnie ciężar codziennych obowiązków wgniótł mnie w ziemię i przydeptał. Onegdaj obiecałem pisać recenzję z odbytych szkoleń. I jak mniemam, nie wywiązuję się z obietnicy. Tak więc nadejszła ta chwila kiedy zapragnąłem zrobić coś dzięki czemu ciężar zobowiązań zmaleje. Do brzegu pewnie usłyszę. I słusznie. Dzisiaj chciałbym opisać szkolenie w zakresie karm. Tak wiem. Każdy ma swoje typy, swoich faworytów, swoje przemyślenia w tej kwestii. Zabawne. Bo ja nie mam. Zdaję sobie sprawę ze zwolenników karmienia suchą w pełni zbilansowaną karmą. Wiem o istnieniu sekty Barfowców. Ogarniam ludzi, którzy gotują sami by ich pociechy jadły jak najlepiej. I najzabawniejsze, że wszyscy macie rację. No może prócz tych, którzy proszą o karmę wegańską dla psów. Bo ich pies to tylko na marchewkach żyje. W takim wypadku należy się zastanowić nad hodowlą królików. Bo pomimo tego, jak mnie uświadomiono, że istnieją karmy wegańskie (z całą premedytacją używam tego słowa) to psy są jednak mięsożerne. Do karm wegańskich jeszcze wrócimy. Muszę się z czegoś pośmiać. Tak więc. Psa karmimy 1-3 razy dziennie. I to by było na tyle. Ale z natury jestem skłonny do kłótni więc brnę dalej.

W ostatnim czasie zaobserwowałem pewien trend. Przejawia się on tym, że mnóstwo ludzi z niewiadomych mi przyczyn wypowiada się na temat wyższości ziemniaków nad zbożami. Zabawne. Zaznaczam, że wypowiadam się głównie w kwestii Akit. Ale pozostałym czytelnikom pozostawiam pole do przemyśleń. Bombarduje się mnie głównie na FB informacjami jak to zboża szkodzą i jakie są niejadalne. Zabawne, powtórzę. Chciałbym zobaczyć Akitę, dajmy na to 400 lat temu, która zajada się łatwo przyswajalnymi ziemniakami. W końcu sucha karma z ziemniakami jest taka dobra. I tu słowo ze szkolenia. Otóż okazuje się, że psy w procesie ewolucji wykształciły procesy przyswajania produktów odżywczych ze zbóż, w tym pszenicy, ryżu itp.. Natomiast ziemniakami karmione są od niedawna i znacznie gorzej je przyswajają. Osobiście widziałem psy jedzące trawę, która jest rodzajem zboża. Natomiast jeszcze nigdy nie widziałem psa kopiącego ziemniaki w celach konsumpcyjnych. Czytaj karma oparta na ziemniakach ma mniejszą strawność. Ale jak się okazuje opinia publiczna twierdzi, że jeżeli będę karmił psa karmą opartą na ziemniakach to świat i ludzie. Osobiście uważam, że z ziemniaków to jedynie wódka wychodzi najlepsza. Nadmienić pragnę, że do Europy ziemniaki zostały przywiezione z ówcześnie nowo odkrytej Ameryki. Odkryto ją oficjalnie w roku 1492. I to nie Wikingowie je przywieźli. Wracając do tematu. Zboża lub ziemniaki w karmie to jest tzw. wypełniacz. Czyli coś co nasyci psa i zapełni mu żołądek. Dodatki roślinne są głównym źródłem węglowodanów w karmach. I najciekawsze jest to, że wzmagają one strawność. Czyli są całkiem ważne, skoro strawność jest najważniejszym czynnikiem doboru karmy. Wg. Pani prowadzącej szkolenie, psy od setek lat były karmione różnego rodzaju zbożami. Dzięki temu w procesie ewolucji wykształciły zachowania pozwalające trawić zboża. I co ważniejsze pozyskiwać z nich produkty odżywcze. Natomiast ziemniaki do diety psiej został wprowadzone niedawno i jako takie są mniej strawne, czyli mniej odżywcze. Wg. Badań ziemniaki, a dokładnie skrobia ziemniaczana jest bardzo dobrze przyswajalna ale… jedynie na ciepło. Miejmy nadzieję, że przy produkcji karmy wykorzystywane są te jeszcze ciepłe. Zresztą psy nie wymagają skrobi, nieważne jakiej. Wyjątkami są suki w ciąży i karmiące. I osobiście jestem w stanie w to uwierzyć. Wojnę pomiędzy zbożami, a ziemniakami wytłumaczono w sposób najprostszy. Jeśli nie wiadomo o co chodzi to CHODZI O … .W tej kwestii i tak każdy wierzy w to, w co wierzy. Ja nie wierzę w Akity karmione ziemniakami. A Tak w ogóle to znaczenie ma jedynie poziom węglowodanów a nie czy jest ze zbóż czy z ziemniaków. Bo to energia niezbędna do funkcjonowania organizmu.

Oczywiście nasze pupile potrzebują wody. Utarło się powiedzenie, że pies powinien mieć stały dostęp do wody. Ale nie każdy wie, że dla prawidłowego funkcjonowania organizmu minimum to 50ml x masa ciała. Mokra karma w swoim składzie zawiera do 80% wody. Sucha dużo, dużo mniej. To taka mała wstawka.

Inną kwestią szeroko omawianą na szkoleniu są karmy z… czymś i karmy z … czegoś. Na początek karmy z czymś. Czy wiecie, że aby karma była z czymś wystarczy dodać 4% tego czegoś? Wyobraźcie sobie linię produkcyjną gdzie lecą granulki. Na jej początku do maszyny wrzucamy 4% indyka, 4% wołowiny, 4% odpadów rybnych, 4% wieprzowiny i 4% kurczaka. Reszta to ziemniaki, zboża itp. Na końcu mamy pięć rodzajów karm. Pakujemy je w worki określonego koloru i gotowe. Mamy karmę z indykiem, wołowiną itp. Inna sprawa jest z karmą z indyka, wołowiny itp. Tutaj zawartość musi być większa. Z tego co pamiętam to co najmniej 14%. Dlatego nie dajcie się zwieść etykiecie. Karma z dzikiem musi zawierać przynajmniej 4% rzeczonego. I ani grama więcej.

Karmy pełnoporcjowe. Czyli najczęściej stosowane przez nas hodowców. Taka karma z założenia ma dostarczać pełny zakres składników odżywczych. I właściwie tak jest. Dyrektywy unijne tego wymagają. Niestety nie ma to nic wspólnego z jakością wykorzystywanych składników. Nie oszukujmy się. Do psiej karmy raczej nie trafiają szynki, karkówka czy choćby podroby. Trafiają tam resztki. I jeżeli ktoś wam tłumaczy, że jest inaczej to oględnie mówiąc jest kłamcą. Nie zmienia to faktu, że karma pełnoporcjowa niezależnie od marki jest karmą dostarczającą pełnego zakresu składników. Powinna ona stanowić minimum 70% dziennego wyżywienia. Resztę mogą stanowić smaczki, gotowane specjały, gryzaki. Marka niestety nie przekłada się na jakość. Wszystkie karmy pełnoporcjowe mają za zadanie dostarczyć psu niezbędną ilość składników odżywczych. Pytanie tylko ile tej karmy musimy w psa władować. Można psa żywić karmą marketową. Tyle, że aby uzyskać poziom minimalny należy w niego wpakować kilogram tejże dziennie. Co niestety skutkuje tym, że mamy psa, którego łatwiej przeskoczyć niż obejść. Przy wyborze suchej karmy prócz składu warto zwrócić uwagę na wygląd granulek. Otóż okazuje się, że nie gryzione granulki mają mniejszą strawność i tym samym mniejszą wartość odżywczą.

A teraz z innej beczki.  Co jeść panie premierze? Co jeść? Czy indyk jest lepszy od łosia? Wołowina pokona renifera? Czy łosoś wygra w konkurencji z wszechobecnym kurczakiem? I tu następuje scena tytułowa. Otóż pewnego razu, moja żona, która ostatnio przejawia niezdrowe zainteresowanie dietą opartą wyłącznie na natce pietruszki i selerze naciowym robiła zakupy w naszym wiejskim „Samie”. Miała proste zadanie. Kupić pierś kurczaka. Nie dla psów rzecz jasna. Nie karmie psów świństwem faszerowanym sterydami i innymi takimi. To miało być dla dzieci. Stoi przed ladą patrzy na wyłożony towar i zadaje pytanie. Pytanie ze wszech miar porażające. Pytanie kładące trupem każdego sprzedawcę:
– Przepraszam te piersi z kurczaka?
– Tak – odpowiada średnio zainteresowana sprzedawczyni.
– Przepraszam, ale czy ten kurczak był ciekawy? – Mina ekspedientki  bezcenna.
Kiedy o tym usłyszałem padłem ze śmiechu. Potem wstałem i padłem ponownie. Następnie przez łzy zdołałem wykrztusić – No właśnie czy on był wybitny? – otóż Pani stanęła na wysokości zadania. Wskazała pierś niczym nie wyróżniającą się od innych.
– Proszę Pani ten kurczak to była prawdziwa osobowość. Miał wizję, miał marzenia, miał cały świat do zdobycia. Chciał zostać astronautą. Polecieć w kosmos. Odkrywać nowe światy. Spotkać Obcego. To był prawdziwy heros wśród swojego rodzeństwa. – Teraz mina żony bezcenna. Ja tarzam się po podłodze. Już nie tylko z oczu mi pociekło. Pani sprzedawczyni jak się okazało jest wybitnym znawcą natury ludzkiej bo widząc minę mojej połowicy i to jak drży jej broda na myśl o takiej kurczej osobistości zredukowanej do poziomu piersi z kurczaka, błyskawiczne wskazała inną połać mięsa.
– Ale ten proszę Pani to był prawdziwy skurwiel. Żonę bił. I pił i kradł, bo każdy pijak to złodziej – w tym momencie zdechłem. Jeżeli jest jakaś nagroda dla najlepszego sprzedawcy roku to ja zgłoszę tę Panią. Zakupiliśmy więc skurwiela coby wiedział, że podłość nie popłaca i zrobiliśmy go w potrawce i zjedliśmy ze słusznym poczuciem sprawiedliwości dziejowej.

A wracając do tematu. Co jest lepsze? To co smakuje waszej Akicie jest w danej chwili najlepsze. Mówię o tym, z czego lub z czym jest karma. Jeżeli chce jeść to tylko się cieszyć. Jak mi tłumaczono na szkoleniu smak karmy ma dla psa raczej niewielkie znaczenie. Liczy się kontekst. Sposób podania, miska, obecność właściciela. Osobiście wiem, że za przeproszeniem gówno prawda. Bo moje mają swoje ulubione karmy. Np szynka lub baleron. A już przede wszystkim rybka. Choć jak się okazuje niektóre rybki zawierają tiaminę, która jest szkodliwa. I surową rybą nie powinno się karmić psów. Co ciekawe, zmiana karmy zalecana jest jedynie w wypadku pogorszenia się stanu zdrowia psa i to pogorszenia związanego z żywieniem. Jak się okazuje to właściciel częściej nudzi się karmą niż pies. I to jest złe. Nie zmieniamy karmy tylko dla tego, że wydaje nam się, że pies już jej nie lubi. Częste zmiany karmy prowadzą do osłabienia zdolności adaptacyjnych przewodu pokarmowego. A co za tym idzie biegunek i gorszego przyswajania wartości odżywczych. Jeżeli psu „nie smakuje” sucha, zasmaczmy ją odrobiną miodu lub mokrej karmy. Można mieszać mokrą karmę do suchej. Starajmy się jedynie pamiętać, że z dziennej dawki suchej musi zostać 70%. Reszta jest do naszego uznania. Jest wiele sposobów jak zachęcić psa do jedzenia. Można zmienić miskę a nie karmę. Można zmienić miejsce karmienia.

Oczywiście na szkoleniu zaserwowano mi o wiele więcej wiadomości. Same moje notatki są dłuższe niż ten tekst. Ale to co opisałem powyżej wydaje mi się najciekawsze, a może najbardziej pomocne. Zresztą zainteresowanych zachęcam do wzięcia udziału w szkoleniu „Podstawy żywienia psów i kotów” naprawdę warto.

Ja Loki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Name *