Dzieci czyli kupa szczęścia

Witam was jako dumny hodowca szczęścia razy pręgowane trzy!

Taka była konieczność historyczna i już, że raz w roku nam się szczenięce bombelki należą. Nie jesteśmy hodowlą komercyjną i jest to dla nas wydarzenie z kategorii Świąt Bożego Narodzenia albo podwyżki w służbie zdrowia. A komu się nie podoba może zrobić to co konus powinien. Należy zwrócić uwagę na ujętą w powyższym zdaniu WOLNOŚĆ WYBORU. A co? Mogę. Mój blog. No agitacja była więc do rzeczy. Dzisiaj chciałbym się podzielić… no właśnie tyle tego jest. Chyba wszystkim po trochu. I dziećmi i tymi dziećmi innymi i może żoną jeśli ktoś ma ochotę na przygodę życia. Zacznijmy więc jak to jest najlepiej od końca. Otóż z prawdziwą przyjemnością pragnę poinformować, iż po długich zabiegach, staraniach, serii spektakularnych porażek nasza Sroka została „madką bąbelków”.

Tak wiem, nie tak powinno być napisane. Ale jak patrzę na Srokę, o której zawsze myślałem, że będzie nie tylko matką roku ale i dziesięciolecia to samo się ciśnie. Nie to żeby była złą matką, po prostu jest madką. I już. Zawsze wiedzieliśmy, że to my jesteśmy w jej życiu najważniejsi. Ale nie spodziewałem się, że aż tak. Oczywiście dzieci są nakarmione, czyste i wymuskane. Ale wystarczy, że spojrzę wymownie w stylu „dlaczego jeszcze nie jesteś pod kołdrą?” i już pakuje się do łóżka, do kojca wracając gdy natura oznajmia „mleczarnia pełna”. Myślałem, że kiedy w końcu doczeka się tych wyśnionych bąbelków, to nie wyjdzie z kojca. A tu taka niespodzianka. I nie chcę być tu źle zrozumiany. Pozabijałaby za nie. Bez wahania. Po Akiciemu. Ale żeby zlizywać na śmierć szczeniaki? Nie. To nie Sroka. Cóż status samicy alfa zobowiązuje. Zalizywanie na śmierć nadal jest dostępną opcją ale tylko dla nas. Wystarczy powiedzieć „Sroka” a już leci z jęzorem i obślinia mnie, moją małżonkę, łózko i spory kawał pościeli. Ale dla mnie nadal wygląda to jak „madka”. I tak, wiem, krytykuję matkę z dziećmi. Ale co mi tam. Moja matka, moje dzieci, mój blog. Choć jeżeli spojrzeć na to z szerszej perspektywy to przykład idzie z góry. Sroka w nomenklaturze domowej jest protegowaną mojej żony. Niech rozkwita jak kwiat wiśni i pięknieje z dnia na dzień. Ale któregoś dnia byłem cały dzień w pracy. Naszymi pociechami, tymi ludzkimi miała zająć się moja małżonka. Jako, że potrafi przypalić wodę to ja odpowiadam za wyżywienie w domu. Dlatego też przed wyjściem do pracy przygotowałem posiłki dla dzieci i ustawiłem strategicznie na lodówce. Psy ich tam nie dosięgną, a są na tyle widoczne by można je było łatwo podać. Mojej szanownej małżonce udzieliłem instrukcji co do czasu i rodzaju posiłku, który należy podać dzieciom. Dzieci poinstruowałem, że jutro mama da im jeść. W poczuciu zabezpieczenia wszystkiego udałem się do pracy. Po powrocie moja ukochana zdała mi relację z przebiegu dnia. O samopoczuciu psów, o tym co i o której jadły, jak się zachowywały itd.. Byłem z niej niesamowicie dumny. Pamiętała o wszystkim. Na koniec z głupia zapytałem „A dzieciom obiad smakował?”. Mina mojej żony bezcenna. – Eee… zapomniałam im dać. Cała Sroka. Sytuacja taka miała miejsce tylko raz, co nie zmienia faktu, że miała miejsce.

Tak więc szczeny są. Mają się świetnie, jedzą, przybierają, patrzą na świat swoimi jeszcze wodnito-rozmytymi oczkami, nic tylko kupa szczęścia, z przewagą kupy rzecz jasna. Są przesłodkie i śliczne jak z obrazka. Uwaga blog „Ashke Inu” zawiera lokowanie produktu. Czekaliśmy na nie od lat i w końcu są. Ale żeby zaistniały trzeba było przebyć długą i wyboistą drogę. Pełną niepowodzeń i zawiedzionych nadziei. Już pogodziliśmy się z tym, że Sroka dzieci mieć nie będzie. Ale wtedy los przebrany za nieocenioną Agnieszkę Annę F. zwaną też Aga Hasiory (oryginalny wpis z mojej książki kontaktów w telefonie), postawił na naszej drodze człowieka, któremu pragnę z całego serca podziękować. Za czas, trud i olbrzymie serce, które włożył w ten miot. Mówię oczywiście o dr n. wet. Tomaszu Kurusiewiczu. To dzięki niemu nasze małe pręgowane dziady w ogóle zaistniały. Dziękuję Panu doktorze.

A teraz przed nami najtrudniejsze zadanie. Wybór domu dla naszych dzieci. I o ile zazwyczaj staram się pisać by pomóc osobom już posiadającym najwspanialszego psa na świecie, to dzisiaj chciałbym powiedzieć kilka słów dla osób, które takim właśnie psem chcą się opiekować. Chcą stać się jego całym światem. Chcą by jego serce biło w jednym rytmie z ich sercem (fizjologicznie mało możliwe). Ale wiecie o co mi chodzi. Dlatego też, popełnię taki krótki poradnik dla osób, które pragną dokonać zakupu Akity. Jestem poważną osobą, przeważnie i jeżeli odbieram telefon od osoby chcącej nabyć szczenię, która zaczyna rozmowę od „za ile? I dlaczego tak drogo?” to wiem, że raczej nie będzie z tego happy endu. To jest raczej bardzo zły pomysł jeżeli poważnie myśli się o zakupie Akity. Niestety odchowanie szczeniaka nie jest tanią sprawą. Nigdy nie było i nie będzie. Wiem, że osoba nieobeznana z tematem widzi tylko cenę za szczenię. Nie widzi kosztów ciąży, badań w okresie prenatalnym, kosztów krycia, kosztów uzyskania uprawnień hodowlanych uzyskiwanych na wystawach. To są ogromne pieniądze. Dlatego szczenię nie kosztuje kilkaset złotych. No chyba, że na OLX gdzie można kupić taniego szczena w typie. Drugą radą, którą mogę zasugerować to tekst o tym, że mnie żadne papiery nie interesują i ich nie potrzebuję świadczy raczej o fundamentalnym braku znajomości rasy. A co za tym idzie kompletnym nieprzystosowaniu do posiadania Akity. Otóż śpieszę z wyjaśnieniem. Akita jest raczej taka bardziej groźna niż mniej. Żeby być ścisłym. To zabójca ubrany w futro, opatrzony w ujmujący uśmiech. I te „papiery” są kurwa bardzo, ale to bardzo ważne. Dowodzą, że nabywacie psa, który został dopuszczony do rozrodu. Agresja niesie się w genach. Agresywne psy są z hodowli eliminowane. I nie mówię tu o rodowodzie z 2/3 pustych kratek. Co by nie mówić o ZKwP to prawda jest taka, że tylko ta instytucja w naszym kraju posiadają księgi rodowodowe sięgające najwięcej pokoleń wstecz. Trzecia rada to zanim zdecydujecie się na Akitę warto zapoznać się z rasą. Coraz więcej publikacji jest dostępnych w Internecie. Jak choćby blog, który czytacie. Zabawne jest to, że najczęściej pojawiającą się frazą jest ta o tym, że Akita to nie tylko uśmiech i wygląd przyjacielskiego misia. Tak dla tych, którzy czytają tylko książki ze słowem „oporny” w tytule. Dzieje się tak nie bez powodu. Śpieszę przypomnieć, że w wielu krajach Akita jest ujęta w wykazie ras niebezpiecznych. W kilku na posiadanie takiego psa potrzebne jest specjalne pozwolenie. A w paru posiadanie jest w ogóle zakazane. To nie jest pluszowa zabawka, którą się przytula. To jest Japoński Pies Na Niedźwiedzie, niedźwiedzie kurwa. Niedźwiedzie! Po czwarte. Do wychowania Akity potrzebna jest żelazna wola i jedwabny dotyk.

Jeżeli nie jesteś pewien czy tak potrafisz to jak mówią „nie pchaj się na afisz”. Akita nie jest psem, którego można bezkarnie bić. Ona nie zapomina i nie wybacza. Po piąte. Przygotuj się na rozmowę kwalifikacyjną. Żaden hodowca nie sprzeda ci Akity bez wstępnej rozmowy. I to ty będziesz musiał udowodnić, że wiesz na co się decydujesz. Jeżeli masz wątpliwości to radzę odpuścić. Są jeszcze 343 inne rasy, jest z czego wybierać. Po szóste. Akita jest rasą pierwotną. Dotkniętą małą ilością przypadłości genetycznych. Najpoważniejsze z nich to VHK i SA. Zapytaj o to. Czy zdarzyło się w przeszłości. Zazwyczaj hodowcy mają taką wiedzę. Ale obawiam się, że nikt nie da gwarancji. Sam ich nie jestem w stanie dać. Jako hodowcy możemy się jedynie starać by wyeliminować z rozrodu osobniki chore lub z grupy ryzyka. Po siódme. Nie pytaj czy szczenię jest nauczone załatwiać się na dworze. Oczywiście, że jest. Szczenię rozróżnia dwa miejsca. Dom i zewnętrze. Stara się nie sikać w domu. Moim domu. Domu, w którym spędziło całe swoje życie. Stara się siusiać w zewnętrzu. A Twój dom to zewnętrze. Nigdy go nie widziało i nie wie, że nie życzysz sobie siśków na dywanie. Dlatego należy dać mu czas. Musi się nauczyć, że nowe miejsca to dom. Mnie zajmuje to jakieś osiem do dwunastu tygodni. Nie licz na taryfę ulgową a zacznij liczyć się z sikami na dywanie. Po ósme. Jeżeli  jesteś ostatni wcale nie znaczy, że pijecie ostatki. Nie wiem skąd się biorą pomysły, że którekolwiek szczenię nie dostanie rodowodu bo urodziło się siódme lub kolejne. W prawdziwej hodowli każde szczenię jest rodowodowe.  A ostatnie szczenię jest zazwyczaj najlepsze. A dlaczego? Zostawiam Wam to do osobistego przemyślenia .

Powiało grozą. I słusznie. Akita to nie jest zabawka. Zabawki zazwyczaj daje się wywalić na śmietnik. W kwestii śmietnika, to taka mała dygresja. W naszym domu obowiązuje pewien proces. Pierwszym krokiem do wywalenia czegokolwiek jest strych. Na strychu trzeba odleżeć swoje aby trafić do garażu. Następnie raz do roku z garażu trafia się do szopki, która jest ostatnim przystankiem przed śmietnikiem. Z szopki trafia się na śmietnik. Całość zajmuje jakieś trzy lata podczas, których można wykazać swoją przydatność. Ostatnio moja połowica, kierowana autodestrukcyjnym impulsem oświadczyła.

–To wywal mnie na śmietnik.- Przyznam, propozycja wielce kusząca w danym momencie. Ale po przemyśleniu stwierdziłem, że jednak pewne standardy obowiązują.

-Dobrze.- Powiedziałem. -Ale najpierw idziesz na strych. Potem przeniosę Cię do garażu, następnie do szopki i na koniec na śmietnik.- W odpowiedzi ujrzałem niezrozumienie. -No co?- Pytam.

-O czym ty mówisz?

-Normalnie. Taka jest droga na śmietnik.

-Co? – Słyszę. Co tylko potwierdza, że kobiety nie potrafią wyrzucać śmieci.

-Wytłumaczę Ci to na przykładzie. I od razu w pamięci pojawiło się zdanie z nieśmiertelnego „Potem” – Dajcie mi tu jakiegoś przykłada”. – wiem potrzebny kontekst, dlatego polecam obejrzeć. – Jeżeli coś się zepsuje trafia na strych. Rozumiesz?

-Po co? -Słyszę w odpowiedzi?

-Yyy… bo może jeszcze się przydać!

– Do czego?

– Yyy… no do różnych rzeczy.

-Jakich?

– Kurwa różnych!! – Idź na strych!!!

– Właściwie czuję się już lepiej.

– !!!- Nie, nie czujesz się lepiej!!!

– Co?

– Dla Ciebie jedynej zrobię wyjątek. Wywiozę Cię od razu na wysypisko!

– Czuję się całkiem dobrze.

– Nie!! Nie czujesz się dobrze!!! Wsiadaj do samochodu. Jedziemy na wysypisko!!!

– Nie.

– Dobra!!! Jak chcesz !!! Możesz iść na strych!!!!

– Po co?

– !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Czy tylko ja mam wrażenie, że ktoś tu nie wie czego chce?

Z osobistego doświadczenia jednak wiem, że domowymi terrorystami znacznie częściej bywają yorki i maltańczyki niż Akity. Jakoś nigdy w mojej praktyce groomerskiej nie spotkałem sią z opiekunem Akity, który powiedział mi „No my staramy się go czesać, ale on nas gryzie”. Ja patrzę a tu prawdziwy potwór, kilo dwieście kipiącej nienawiści. Terroryzuje męża, żonę, siedemnastoletniego zbuntowanego syna emo i córkę lat sześć. Jeżeli ktoś odważy się podnieść pudlówkę ma przed sobą cerbera o paszczy przypominającej wejście do Hadesu. Serio tak to wygląda. Całą rodzinę paraliżuje blady strach bo Fafik się zbiesił. Gryzie wszystkich, spazmów dostaje, warczy, szczeka i do gardła się rzuca. Najpierw na stół wchodzi  bo z poziomu dywanu nie sięga. Rodzina zamknięta w ubikacji o wymiarach 0,5 m2. Drży przed potworem bo ośmielili się dotknąć grzebienia. Jak się wyszaleje to po cichu wyjdą z kibla i zaprowadzą do profesjonalisty. Bo Fafik gryzie jak próbują go czesać. A Fafik jak trusia siedzi na stole i daje się czesać. Dlaczego? Bo jeżeli ktoś posiada Akity to mu Fafik nie podskoczy. Dodaję, że nigdy nie ugryzła mnie żadna Akita, a wyczesałem i wykąpałem w zasadzie setki., co bardzo dobrze świadczy o poziomie zrozumienia rasy u właścicieli.

Ja Loki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Name *