„Życzy Pani na ciepło czy na zimno?” czyli inseminacja

Podobno jestem poczytny. Nie wiem, nie zauważyłem. Natomiast jeżeli ktoś mnie czyta i chciałby zaczerpnąć z moich doświadczeń to zapraszam.

Dzisiaj chciałbym podzielić się z wami mądrościami jaki zostały mi przekazane na szkoleniu, w którym brałem udział w ostatnią sobotę. Jako, że nie wiem kiedy zostanie to opublikowane ostatnia sobota jest pojęciem mocno względnym. Szkolenie dotyczyło metod inseminacji i prowadzone było przez (…). Jak mniemam wszelkie te informacje są ogólnodostępne i upublicznione w internecie dlatego ośmielam się je przytoczyć. Blog jest mój dlatego też poniższy tekst jest moją i wyłącznie moją subiektywną opinią na temat powyższego szkolenia. Uffff ludzie ile się trzeba natłumaczyć aby móc kogoś zjechać w blogu. Ups chyba zdradziłem na samym początku jakie wyniosłem wrażenie ze szkolenia. Ale od początku. Całość przedsięwzięcia zorganizowana była zwyczajową łapanką na FB. Jako, że moja nieodżałowanej pamięci małżonka (spokojnie jeszcze żyje, tak sobie marzę) ma ustawione alerty na wszystkie takie bzdety zostałem zaproszony, pod groźbą surowej kary, dla zainteresowanych dodam, że kara nie została sprecyzowana bo jeżeli chodzi o obiady to kiedy ja przestanę gotować to wszyscy umrą z głodu albo pozjadają się nawzajem. Dzieci mamy dwójkę i każdy kto zasugeruje w mojej obecności posiadanie trzeciego będzie zęby w garści nosił, więc ten argument też niejako odpada. Uwielbiam spać sam, jedynie z psami lubię bo one nie kradną rozbójniczo kołdry. Więc wychodzi na to, że jestem pantoflarz i boję się żony tylko dlatego, że każe mi się bać. Umiem z tym żyć, wiem to bo żona mi powiedziała, że potrafię. Tak więc zostałem grzecznie zaproszony do polubienia rzeczonego szkolenia. Zabawne, że jak nie polubię jakiegoś to co godzina wyskakuje mi przypomnienie, że zostałem zaproszony do polubienia. Za każdym razem jest w nim więcej trupich czaszek, takich emoji. Niby nic, a sugestywne. Ostatnio zostałem zaproszony do polubienia szkolenia na temat foki szarej. Dłuższą chwilę zastanawiałem się czy przeprowadzamy się do akwarium. Ale chyba nie, bo Akity nie lubią wody. Więc może dzieci jadą do szkoły z „akwariatem”. Też nie. Nie ma takiej. Więc chyba zaszła jakaś pomyłka. Jestem już przy siedmiu czaszkach z wykrzyknikami. Boję się wracać do domu. Co do szkoleń, zostało mi dobitnie wyjaśnione, że skoro jestem właścicielem hodowli „Ashke Inu” i jako odpowiedzialny hodowca będę się szkolił, a jak już muszę to niech będzie z tego coś dla potomności.

Zacznijmy więc. Szkolenie odbywało się na terenie uczelni. Zresztą całkiem nowoczesnej, z wnętrza bo od zewnątrz przypominała przeszkloną na szybko fabrykę cukru. Nie wiem dlaczego tak mi się skojarzyło, ale tak już było. Parking zapchany do granic możliwości i nieco poza nie. Trzeba było poszukać miejsca parkingowego w najbliższej okolicy. A następnie w tej dalszej. Wróciliśmy do bliższej i zaparkowaliśmy jak większość na zakazie. Sala była nieco schowana ale dla osoby biegłej w czytaniu planów budynku, to nie było nic trudnego, zwłaszcza jeżeli znajdzie gotowego do pomocy autochtona. W sali kilkanaście osób oraz prelegentka. Cała w uśmiechach i bardzo życzliwa. Siadajcie gdzie chcecie. Kawa i herbata w tyle sali. Skorzystaliśmy z cateringu, niby nic wielkiego ale dwa rodzaje kawy, kilka herbaty, czajnik, ciastek opór. Fajnie. Nasyceni, zajęliśmy miejsca. Piszę w liczbie mnogiej gdyż na szkoleniu nie byłem sam. Była ze mną inna zaprzyjaźniona hodowczyni Akit. Kto nas zna, ten wie kto. Tak więc zajęliśmy miejsca na wprost ekranu żądni wiedzy. Tu chciałbym zaznaczyć czego spodziewałem się po szkoleniu z zakresu inseminacji. Chciałem się dowiedzieć jak, jak pobierać prawidłowo nasienie, jak je konserwować, jak je przechowywać. Następnie jak je wprowadzić, jak uzyskać choć częściowe potwierdzenie, że wprowadziłem dobrze. Krótko mówiąc chciałem dowiedzieć jak się to robi. Nie jestem całkowitym laikiem w tym względzie- widziałem jak się to robi zresztą sam też to robiłem. Chciałem tylko aby ktoś z wiele, wiele większym doświadczeniem powiedział mi jak to robić aby zagwarantować jak największy procent sukcesu. I tego spodziewałem się po szkoleniu zatytułowanym „Metody inseminacji zwierząt towarzyszących”. Prowadząca szkolenie Pani (…) posiada dużą wiedzę praktyczną co jest dużym plusem. Niestety rozstaje się z nią jak gdyby chodziło o wyrywanie trzonowców. Bez znieczulenia dodam. Pani jak zaznaczyłem wcześniej ma wiedzę i jest praktykiem z dużym doświadczeniem. Co zresztą lubi zaznaczać opowiadając zabawne dykteryjki, które były jej udziałem. Co więcej wiem, że zna najwybitniejszych specjalistów w kraju z zakresu rozrodu. Profesor taki, profesor inny. Uniwersytet taki, uczelnia owaka. Następnie już nie profesor taki tylko po imieniu. Wszystko to sprawia wrażenie tak szerokich kontaktów i takiego ogromu wiedzy, że mnie jako osobie obcej w tym światku może zawrócić w głowie. Na nieszczęście miałem jasno sprecyzowane oczekiwania, więc nie zwracałem uwagi na nazwiska. Oczywiście nawet ja wiedziałem o kim mowa. Prezentacja przeprowadzona w systemie multimedialnym przygotowana bardzo dobrze. Rozumiem przez to, że prowadząca brylowała wiedzą. Slajd tylko zaznaczał temat. Reszta była przygotowana i omówiona. Świadczyło to o rzetelnej znajomości tematu i umiejętności stosowania go w praktyce. Niestety praktycznymi radami nie podzielono się z nami w ogóle. Pozwólcie zatem, że podzielę się z Wami wiedzą którą wyniosłem ze szkolenia.

Inseminacja, czyli wprowadzenie nasienia do dróg rodnych osobnika żeńskiego. Początek obiecujący. Długa pogadanka odnośnie potrzeby przebadania nasienia. Jedyna użyteczna informacja to taka, że bez mikroskopu daleko nie zajedziesz. Wiem jakie plemniki są złe, jakie dobre. Co więcej wiem, że preparat można przygotować samodzielne. Ale jak? Tego już nie wiem. Dysponuję mikroskopem, co więcej wiem jak przygotować taki preparat, ale tego to mnie nauczyli w szkole weterynaryjnej. Pani jak miła by nie była nawet słowem się nie zająknęła jak przygotować taki preparat, jak wybarwić nasienie. Wiem tylko, że w jej lecznicy się to robi i widać to doskonale. Konkludując po szkoleniu wiem, że można i wiem co widzę kiedy już wykwalifikowany personel mi to pokaże. Oki, nie każdy ma mikroskop i nie każdy wie jak go używać, nie każdy wie jak przygotować próbkę więc dobrze choć wiedzieć na co się patrzy. Następnie była przydatność ejakulatu. Tu kilka przydatnych faktów, składa się z trzech frakcji. Pierwsza to właściwie takie przeczyszczenie rury, w którym idą same śmieci, następnie idzie nasienie w drugiej i trzecia frakcja gdzie już nie ma nasienia, a jedynie popychacz, który wytwarza ciśnienie. Z prezentacji nie wynika nic konkretnego, ale uważne słuchanie wykładu dostarcza wielu istotnych informacji. Jak rozróżnić ejakulat bez nasienia, i co może to powodować (atybiotykoterapia, leki przeciwgrzybiczne). Jak nadmierne ukrwienie, nierzadko krwawienie wpływa na jego jakość. W tej części znalazło się wiele istotnych szczegółów. Następnie przerobiliśmy rodzaje inseminacji. Po szkoleniu wiem, że są trzy. Dopochwowa, doszyjkowa gdzie wyróżniamy endoskopową i kateter norweski oraz domaciczna, która jest chirurgiczna. Zaczyna się nieźle. Teraz pokrótce opiszę wszystkie trzy korzystając ze świeżo nabytej podczas szkolenia wiedzy. Pierwsza nasienie dostarczane jest do pochwy. Najlepiej wychodzi z nasieniem świeżo pobranym. Koleina sprowadza się do wprowadzenia nasienia do szyjki macicy. Najczęściej przy użyciu endoskopu. Lub też katetera norweskiego czymkolwiek by był wiem, że chodzi o jakiś rodzaj katetera. Ostatnia to chirurgiczna gdzie poprzez nacięcie w jamie macicy wprowadzamy nasienie bezpośrednio do niej. Nie robić w domu. Przejdźmy dalej. Nie mam aspiracji aby przeprowadzać u siebie na trawniku chirurgicznego dostarczenia nasienia nawet endoskopu nie mam. Kurde ja nawet nie znam żadnego Norwega. Ale dopochwowa inseminacja jest jak najbardziej w moim zakresie. Niestety, o tym jak ją przeprowadzić nie było nic. A nie przepraszam, było. Ostrożnie żeby się nie przebić przez ściankę pochwy. Był nawet rysunek dróg rodnych suczki. Następnie zastąpił powrót do nasienia. Z tej części wiem, że wyróżniamy świeże, chłodzone i mrożone. Świeże uzyskuje się na miejscu i właściwie zachowuje ono swoje właściwości nawet dłuższą chwilę po pobraniu. Co więcej dowiedziałem się, że lepiej by było ono w temperaturze 27 stopni C, niż w temperaturze 37 stopni C. Znaczy temperatura 20 stopni nie zaszkodzi nawet jeżeli trzeba poczekać godzinę do inseminacji – dobrze wiedzieć. Oczywiście na temat jak pobrać nasienie, do czego, w jaki sposób technicznie to przeprowadzić nie dowiedziałem się nic. Cóż będę dalej musiał uczyć się metodą prób i błędów. Lisu będzie szczęśliwy, zawsze to obca ręka. Oczywiście długo rozwodzono się na temat dlaczego pies nie chce lub nie powinien kryć naturalnie. Zostały nam tu wyłuszczone takie rewelacje jak choroby przenoszone drogą płciową, przy czym jeżeli któreś ze zwierząt jest zdiagnozowane jako chore to po jakiego diabła kryć. Chyba, że profilaktyka. Następnie brak możliwości krycia naturalnego. I tu omówiliśmy brak doświadczenia. Zdumiewające. W świecie ludzi nawet dwunastolatki mają dzieci. Kiedy one nabrały tego doświadczenia? Brak doświadczenia w zasadzie nie jest problemem. Problemem w tym wypadku jest cierpliwość opiekunów. Gwarantuję, że jeżeli czas jest odpowiedni to nawet niedoświadczony rep w końcu dojdzie, którą stroną się wkłada. Brak zainteresowania suką. Faktycznie jestem w stanie zrozumieć. Osobiście nie jestem przekonany do powiedzenia, że każda potwora znajdzie amatora. W sumie ja się takim psom nie dziwię. To w pełni uzasadnia pobranie nasienia. Brak zainteresowania kryciem. Może ma zły dzień. Może głowa go boli. Może ma inną orientację. Kto wie no nie chce i już. Wtedy jak najbardziej pobieramy. Najlepsze, brak wzwodu. I co poczniesz jak nic nie poczniesz. Na szczęście da się i z miękkiego kija wycisnąć parę kropel. Dodaję, że nie dowiedziałem się tego na szkoleniu, a od innego hodowcy z olbrzymim doświadczeniem, który uczył mnie jak się nasienie pobiera. No i na koniec brak ejakulacji. Jak brak to brak. Tyle się dowiedziałem ze szkolenia. Następne było chłodzone. Wiem, że można domowymi metodami chłodzić. Jakimi? Tajemnica. Wiem, że do temperatury 5 stopni. Następnie wchodzi do gry tajemnicze medium. Zaznaczam, że jestem niemal całkowicie pewien, że nie chodzi o cygankę ze szklaną kulą. Z tego co się zorientowałem jest kilka rzeczy, które można wykorzystać. Jak usłyszałem pomiędzy wierszami medium owo potrzebne jest do tego, żeby nasienie nie obumarło. To tyle w temacie. No i mrożone. Tu pełna informacja. Jak, kiedy, czym. I najważniejsze. Nie próbujcie tego w domu. Wiem jak wyliczyć dawki, wiem ile zdrowych plemników powinno być w dawce. Co więcej wiem jakiej temperatury potrzebuję do zmrożenia nasienia. Wiem wszystko. Znam nawet cenę za ile na tydzień mogę wypożyczyć pojemnik z ciekłym azotem do transportu nasienia. Kurde znam nawet cenę kaucji za tenże pojemnik. Na zakończenie otrzymaliśmy niemal niezawodny przepis na ciążę. Po pierwsze „zdrowa suka”. Po drugie „dobrze ustalony moment krycia”. Po trzecie „dobrze przeprowadzona inseminacja”. Czułem się wyróżniony dopuszczeniem mnie do tej wielkiej tajemnicy. Na sam koniec było jeszcze kilka słów na temat badania progesteronu. Co jak i kiedy. Oczywiście w formie bardzo okrojonej założonej na fakt posiadania przez słuchaczy znacznej wiedzy z zakresu rozrodu. Reasumując. Od chwili kiedy progesteron zaczyna rosnąć w tempie stałym do 8. Wtedy zaczyna się owulacja. Od tego czasu liczymy co najmniej 48h. Po tym czasie progesteron może dojść nawet do 25 co jest jeszcze wartością bezpieczną i nadającą się do krycia. Są to wartości osobnicze. Dlatego też należy własnemu ustalić kiedy nasza suka ma swój moment. Jak powiedziano nam na szkoleniu najlepszym dniem na pierwsze badanie jest 5 dzień od zaistnienia i następne 9, to daje nam największe szanse na zaobserwowanie rozpoczęcia cyklu. Następne są już do uznania właściciela. Kończąc. Szkolenie było przeprowadzone bardzo fajnie, z dużą znajomością rzeczy i dało się zauważyć, że prowadząca posiada bardzo dużą wiedzę w temacie. Szkoda tylko, że nie bardzo chciała się nią dzielić. Z rzeczy technicznych dowiedziałem się tego co i tak już wiedziałem. Właściwie na przyszłość radziłbym zatytułować to jako płatne spotkanie promocyjne. W końcu najlepiej z tego zapamiętałem ceny prowadzonego przez Panią Banku Nasienia.

Ja
Loki

"Życzy Pani na ciepło czy na zimno?" czyli inseminacja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Name *