Pies w Koronie

Dzień dobry. Zastałem Jolkę?

Z wielkim zainteresowaniem śledzę wpisy na portalu „Pies w koronie”. Jestem członkiem tejże grupy na „fb” i całym sercem popieram tę inicjatywę. W zasadzie jestem skłonny jechać do obcej mi osoby i wyprowadzić jej psa, choć osobę niekoniecznie chcę spotykać. Ostatnio jakby mniej lubię ludzi. Niby nigdy nie lubiłem ale teraz to już jest apogeum nielubienia. W obecnych czasach lepiej jest spotkać wilka w lesie niż seniora na zakupach. Tak wiem, że godziny dla tychże zostały zniesione, ale większość zachowuje się jakby to było nadal obowiązujące prawo. Zresztą może niepotrzebnie się czepiam, już niedługo dołączę do tego szacownego grona i mam nadzieję, że będę równie wredny i upierdliwy co moi obecni poprzednicy, ot paradoks. Wracając do psa w koronie. Nie chcę pisać o osobach wyprowadzających obce psy. Chcę wypowiedzieć się na temat osób biorących szczenięta w obecnym czasie. Przyznacie to również pies w koronie. Pamiętam jak drzewiej bywało, jeden telefon na miesiąc dotyczący zakupu szczenięcia, to i tak „świat i ludzie”. W chwili obecnej jeden telefon o szczenię tygodniowo to mało. Każdy chce mieć pieska. Zaczęło mnie to zastanawiać, a następnie przerażać. Zdałem sobie sprawę, że ludzie decydują się na pieska bo siedzą w domu i będą mieli dla niego czas. Ale co z czasem kiedy już nie będą siedzieć w domu? „Ashke Inu” w czasie pandemii doczekało się jedynie trzech szczeniąt, więc jakby nie ma problemu. Ale co z hodowlami, które odpowiadając na zapotrzebowanie rynku „produkowały” szczenięta? Nie mówię tu o Akitach. Na chwilę obecną hodowcy tejże rasy zachowują zdrowy rozsądek i nie ulegli manii produkcji szczeniąt.

Z racji wykonywanego przeze mnie zawodu widzę ile osób zaopatrzyło się w yorki, maltańczyki, shi-tzu, czy też wynalazki typu „maltipoo”. Codziennie obsługuję kilku, kilkunastomiesięczne psiaki. Ludzie kupują szczenięta jakby jutro miano zakazać hodowania psów. Odnośnie mojej pracy zarobkowej to śpieszę nadmienić, iż posiadam salon groomerski, gdzie doprowadzam do stanu użyteczności wszelkiego rodzaju stworzenia. Zresztą zabawna historia. Lokal nasz składa się z dwóch części. Jedna ludzka, druga dla zwierząt. Nie wiem dlaczego, ale zamykanie zakładów fryzjerskich to chyba jakieś hobby władzy rządzącej. Z pierwszej ręki obserwowałem podziemie fryzjerskie. Któregoś razu przychodzę do salonu i chcę otworzyć drzwi. Niestety od wewnątrz w zamku tkwi klucz. Pukam w szybę, czekając na odzew. Po chwili zza drzwi salonu fryzjerskiego wychyla się Pani Fryzjerka i podejrzliwie spogląda na mnie. Chwila rozpoznania. Wyraz ulgi w oczach i na twarzy. – A to Pan. I otwiera drzwi. No nie mogłem się powstrzymać. Konspiracyjnie rozejrzałem się w lewo, potem w prawo i zduszonym szeptem mówię. – Żyrafy wchodzą do szafy. Trzeba przyznać, że nasza koleżanka zza ściany szybko chwyta bo równie konspiracyjnie ściszonym szeptem odpowiedziała. -Pawiany wchodzą na ściany. Uśmialiśmy się, co nie zmienia faktu konspiracji i podziemia. Ale nie o podziemiu chciałem pisać. Mnóstwo ludzi pobrało szczenięta. Niestety błogi czas home-office zdaje się dobiegać końca. Szczepią nas na potęgę. Niebawem większość z nas wróci w kierat pracy z dala od domu. I co wtedy? Co z lękiem separacyjnym u psów, które całe życie spędziły u boku swoich opiekunów? Nie były same. Nigdy. Zawsze ktoś był w domu. Już teraz warto pomyśleć o tym aby poćwiczyć zostawanie w domu. Chyba nikt nie chce się obudzić jak Kevin na święta. A proszę mi uwierzyć, tak będzie. Wiem to po sobie i swoich własnych psach. Ruda już tak się przyzwyczaiła do chodzenia do pracy, że jak z zegarkiem czeka na moją żonę i idzie z nią do biura, znaczy do gabinetu mojej żony gdzie kładzie się pod biurkiem i ciężko pracuje.

Jeżeli zachodzą jakieś nieprzewidziane okoliczności i punkt ósma nie stawia się do pracy to lata po domu i piszczy, drapie w drzwi i ogólnie domaga się wpuszczenia do pracy. Było to zabawne, teraz jest to niepokojące. Jesteśmy w stanie odwrócić ten proces. Ale co z ludźmi, którzy nigdy nie zostawiali psa samego w domu? Dlatego też wielka prośba do wszystkich, którzy w tym ciężkim czasie wzięli na siebie odpowiedzialność odchowu szczenięcia. Pomyślcie o czasie kiedy wrócicie do pracy niezdalnej. Już teraz szykujcie wasze psy do tej chwili.

Innym aspektem psa w koronie jest proces kwarantanny. Zabawne przeżycie. Dwa tygodnie wyjęte z życiorysu. Człowiek myśli sobie, że co to takiego. Dwa tygodnie. W domu. Zamknięty. Bez możliwości wyjścia. Po trzecim dniu uzmysłowiłem sobie, że jeżeli nie wyjdę to dokonam dzieciobójstwa, żonobójstwa i pięciokrotnego psobójstwa. Aby uniknąć konsekwencji tak radykalnych postępowań wziąłem się za remont domu. Spożytkuję negatywną energię, a i ściany będą ładniejsze. Nie polecam. Zapewne zabraknie Wam czegoś o czym nigdy nie myśleliście. Mnie osobiście skończył się grunt do ścian. Na szczęście on-line idzie wszystko zamówić. Także grunt, tapety i farbę typu „zieleń o zmierzchu, w dżungli podzwrotnikowej z lekka wilgotnej po popołudniowym deszczu typu kapuśniak”. Jak się okazało rzeczona zieleń nigdy nie została wykorzystana i mogę odsprzedać jeżeli ktoś życzy sobie pomalować pokój na kolor sraczki po przejedzeniu się szpinakiem. Dorzucę tapetę z motywem rozdeptanego pająka typu kątnik.

Wracając do tematu. Warto zadbać wtedy o psy. Osobiście nie prosiłem nikogo o wyprowadzanie moich podopiecznych, bo jakby zdaję sobie sprawę, że to proszenie się o kłopoty. Moje psy ledwo słuchają mnie, a co dopiero obcej osoby. Wychodząc z założenia, że posiadam kawałek podwórka, to dadzą radę, popełniłem klasyczny błąd właścicieli domów z trawnikiem. Pies, który nie chodzi na spacer zaczyna się nudzić. Jeżeli do tego jest to pies inteligentny, do którego to rodzaju zaliczają się Akity, mamy przepis na katastrofę. Jeżeli nie zadbamy o wymęczenie psa via akity to ona zadba o to sama. Np. wykopie nam transzeję na środku trawnika. Niestety nie obstaluje jej drewnem więc z punktu widzenia wojskowości zda się to jak „psu na budę”, ale okop mamy. Hmmm, jak tak patrzę na to co się dzieje, to może okopy nie są głupią sprawą. Moja połowica, niech jej ziemia lekką będzie … fuck niech ją bóg błogosławi, chciałem rzec, pierwsza dostrzegła symptomy choroby. Zadziałała jak to ona. Z siłą Korega Tabs. Wróciła do ćwiczeń z psami. Najprostszych. Siad. Waruj. Zostań. Idź do sąsiadów spod 26 i pożycz szklankę cukru. No wiecie. Ale psy były przeszczęśliwe. Zwłaszcza kiedy biegły po cukier. Sąsiad ma buldożka, którego można było sponiewierać. Wysiłek umysłowy wyczerpuje równie skutecznie co godzinny spacer. A przecież można uczyć nowych sztuczek. Na podjeździe pod domem. Bo ja wiem? Turlaj się, czołgaj się, zdechł pies, zdechł pies sąsiadów. No różne. Warto na to zwrócić uwagę. Polecam ćwiczenia, zwłaszcza od czasu gdy widziałem Falkę, która z nadmiaru energii rozszarpała sztuczną trawę, którą wyłożyliśmy taras.

Czas psa w koronie to również wypady do lasu. Pamiętam swego czasu zamknięte lasy (sic.), wyobraziłem sobie te ciężkie dębowe wierzeje do lasu. Takiego magicznego miejsca jak z ekranizacji „Gwiezdnego Pyłu”. I chęć wszystkich by w tym lesie zaistnieć. Zwłaszcza kiedy to lasy zostały otwarte. Jak określiła to moja niezastąpiona żona. – Spuścili tych debili miejskich do lasu i wszyscy, kurwa pałętają się po tych drzewach bez ładu i składu. I spuszczają psy ze smyczy skurwysyny. Koniec cytatu. Co niestety jest smutną prawdą. A już najbardziej rozbija mnie tekst o tym, że nasz Fafik chce się tylko zaprzyjaźnić. Moje psy preferują raczej szorstką przyjaźń. Jeżeli Fafik w pierwszej sekundzie znajomości pokaże brzuch to super. Jeżeli jest głupi jak właściciel to dostanie nauczkę. I może ktoś się na mnie obrazi, myślę że żaden opiekun Akity. Jeżeli Cię wpuścili do lasu to zapoznaj się z obowiązującymi przepisami. W lesie pies ma być na smyczy. Koniec tematu. Nie jest ważne czy masz rozwrzeszczanego jorka czy stonowanego rotwailera. Ma być na smyczy. Dlaczego ludzie nie chcą tego zrozumieć? Las nie jest środowiskiem występowania psa. Jeżeli go wprowadzasz do lasu to musisz nad nim panować. Sytuacja z życia. Idziemy z psami Lisu, Ruda, Falka. Z naprzeciwka biegnie coś na kształt setera i westi. Moja żona wrzeszczy -Proszę zapiąć psy na smycz. Pani z naprzeciwka wrzeszczy – Nie mam smyczy. Ja siedzę cicho i czekam na awanturę. Pani z naprzeciwka drze ryja – Brutus wracaj. Brutus nawet nie odwrócił głowy. Zawsze wiedziałem, że Brutus to złe imię. Imiona niosą implikacje. Brutus raźnie biegnie na spotkanie przeznaczenia. Pani drze mordę, że słychać ją w sąsiedniej gminie. W końcu dotarło do niej, że Brutus nie posłucha. Wspaniałe było obserwować jak rączym kłusem ruszyła ręcznie powstrzymać Brutusa przed popełnieniem największego błędu życia. Dogoniła. Odciągnęła. Cała szczęśliwa zaczęła wrzeszczeć, że ona tu całe życie chodzi z psami bez smyczy i zawsze jej słuchały. Zabawne bo wrzaski przesiąknięte były pretensją, że w ogóle musiała to robić. Pani wrzeszczy kręcąc awanturkę. Moja żona z właściwym sobie wdziękiem i taktem instruuje ją wrzaskiem, że jest dyletantem i kretynką. Wszelkie okoliczne stworzenia pochowały się w dziuplach i norach. Kilka nawet pogłębiło jamy, by schować się głębiej. Ja obserwuję białą terierowatą istotę, która ma zamiar zaprzyjaźnić się z Falką i Lisem. Z całej napotkanej bandy łajti miał najwięcej rozumu. Rzucił się na plecy i udawał, że zdechł. Falka i Lisu obwąchali truchło i zostawili. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy puszczają psy luzem w lesie.

Bo „niech się wybiega”. Chcesz wybiegać psa to biegaj razem z nim. Na smyczy. Albo jedź na rowerze. Osobiście polecam. Ekstremalne doznanie. Zawsze bawi mnie widok zdjęć na „fb” gdzie akita jest luzem puszczona w lesie lub na polu. Bo nasza zawsze wraca, głosi podpis. Taa, jasne, jak bumerang. Zapominają, że bumerang, który na coś trafi nie wraca.

Na koniec jeszcze raz chciałbym pogratulować pomysłodawcą grupy „Pies w koronie” za wspaniałą inicjatywę. Wykorzystałem Wasz tytuł nie dla celów marketingowych, ale po prostu pasował do tematu.

Ja Loki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Name *