Podręczny pomocnik showAkity vol. 1

Dzień dobry, proszę pokazać zęby… dopiero po chwili pojąłem, że nie chodzi o moje.

Po raz pierwszy czuję presję opinii powiedzmy publicznej. Ludzie domagają się tekstu. Znaczy tak na forum nota bene publicznym. Poczułem się zobowiązany. Mam czytelników – ludzi, którzy czekają na moje wypociny. Na szczęście dla mnie, naszło mnie. To nie jest tak, że mi się nie chce. Czasami jest tak, że po prostu nie ma się z czego pośmiać. A to, z czego jest, obrazi zbyt wielu. Ale nic to. Dzisiaj postanowiłem się pośmiać tak z siebie (jak zwykle), jak i z innych. Mam nadzieję, że docenią żart i nie zhejtują mnie. Zresztą nawet jak to zrobią, to tylko udowodni, że miałem rację. Od dawna chodzi mi po głowie swoisty savoir-vivre wystawowy. Nie twierdzę, że jestem alfą i omegą etykiety wystawowej, więc niniejszy tekst będzie wysoce subiektywny. Mam jedynie nadzieję, że każdy w miarę uczciwy względem siebie człowiek przyzna mi rację co do zasad postępowania. Jeżeli nie? Cóż, nie mnie go sądzić.

Całość chciałem podzielić na kilka części. Bo jak zaobserwowałem, na całość wystawy składa się ich kilka. Nie tylko bieganie po ringu. Poniżej opiszę wystawę psów wg mnie – Lokiego:

  1. Wystawa, jaki świetny pomysł
  2. Zgłoszenie
  3. Dojazd
  4. Wejście
  5. Lokalizacja
  6. Wejście na ring
  7. Ocena
  8. Werdykt
  9. Wyjście z ringu
  10. Wyjście z wystawy
  11. Bisy

Jeżeli ktoś uważa, że jakaś niezwykle ważka część została pominięta to proszę przeczytać jeszcze raz akapit drugi zdanie czwarte. Serdecznie dziękuję.

Akt I Wystawa, jaki świetny pomysł

No właśnie. Wpadliście na ten sam pomysł co ja. Jako się później rzeknie za namową, niecną dodam, pewnej bliskiej mi osoby. Jak, że jestem „najmondżejszy” w świecie i najbliższej okolicy, nie uznałem za stosowne pogłębić temat. Zapytałem co mam zrobić. No zgłosić się, zapłacić, naucz psa jak się wystawiać i jazda. Zapewne jest wiele osób, które dopytałyby szczegółowo co autor ma na myśli. Ja nie należę do tych przebiegłych i zapobiegliwych. Uznałem, że skoro ja kocham Lisa a on kocha mnie to nic nie stanie nam na drodze. Znaczy już wygrałem i co mi zrobicie? Hę?! O święta naiwności. Jeżeli macie właśnie takie podejście, to możecie się srodze rozczarować. Zanim w ogóle pojedziecie na wystawę będziecie musieli przeprowadzić szereg czynności. Wasz Akita nie podziękuje Wam za nie. Po pierwsze wystawa nie jest dla psów, jest dla ludzi. Jeszcze nie widziałem psa, który by się tam dobrze bawił. No chyba, że udało mu się capnąć innego psa i była awantura. To wtedy tak. Była niezła zabawa. Psy się nie bawią na wystawie. One tam pracują. A co to oznacza? Stres, ciągłą czujność, stres, obce zapachy, stres, wyzwania z każdej strony. Oczywiście nie mogę się wypowiadać za inne rasy. Ale Akity tak właśnie mają. I dlatego właściciele Akit bardzo rozważnie podchodzą do kontaktów społecznych. Jeśli rozmawiają ze sobą i mają psy to stoją przynajmniej metr od siebie. Czyli już wiecie, że wystawa zabawą jest jedynie dla ludzi. A i to nie wszystkich. Ludzie potrafią się denerwować nie mniej niż ich psy. Sam należę do tej kategorii i długi czas zajęło mi wyhodowanie twarzy pokerzysty na ringu, ale do brzegu. Wymyśliliśmy sobie, że pojedziemy na wystawę. Po pierwsze, Wasz pies nie jest do niej przyzwyczajony, co więcej nie jest nauczony wystaw. Możecie mi wierzyć, żaden pies nie rodzi się gwiazdą wystaw. Trzeba z nim przepracować pewne zachowania. Po pierwsze stanie w miejscu w tzw. „pozycji wystawowej” znajdziecie szkice lub wasz szkoleniowiec powie jaka to postawa. Tyle, że niekoniecznie powie Wam, że pies musi w niej wytrwać nawet do kilku minut. A czasami musi. Oczywiście możliwe jest ponowne ustawienie, ale im częściej ustawiacie, tym szybciej Wasz pies potraktuje to jak zabawę. I koniec końców z koncentracją możecie się pożegnać. Pamiętajcie więc, że przed wystawą warto poćwiczyć z psem cierpliwość i stanie w miejscu. Cierpliwość najpierw Psa, potem Waszą. Przyda się Wam. Najpierw stanie w miejscu, dopiero potem stanie w postawie. Od Was zależy czy będzie się to odbywało „na smaczki”, „na zabawkę”, „czy na skupienie”, to Wy znacie swojego psa. Kolejnym ważnym elementem jest wygląd. Pamiętajcie, że wystawa psów jest konkursem piękności. Wygląd się liczy. Może więc rozważycie niecodzienny pomysł kąpieli. Psy raczej nie przepadają. Z doświadczenia wiem, że im częściej to robicie tym pies spokojniej do tego podchodzi. Nie będę tu pisał w czym kąpać, czym suszyć, czy oddawać do groomera, czy nie. Sami zdecydujecie. Powiem tylko – ważne jest by pokazywać raczej czystego psa. Brudny jest raczej niewyjściowy.  Następną sprawą jest… – i tu muszę zaznaczyć, że piszę o tym tylko i wyłącznie pod naciskiem mojej własnej, osobistej żony – ubiór. Pamiętam, że na moją pierwszą, zresztą drugą też wystawę odbyłem w ubiorze pod tytułem „dziad cmentarny”. Jeśli spojrzycie na zdjęcia z pierwszej i obecnej wystawy szybko zrozumiecie o co mi chodzi. Nie to, że sędzia ocenia Was za ubiór, ale zauważcie jedno. Człowiek w krawacie jest mniej awanturujący się. Do tego sędzia na ringu ubrany jest raczej wyjściowo. Jeszcze nie widziałem sędziego w dresach, ale nie chodzę na ringi owczarków. Więc sugeruję, a właściwie moja żona sugeruje ubiór raczej schludny. Szlafrok jest gruntownie niezalecany. Ostatnią rzeczą na jaką chciałbym Wam zwrócić uwagę jest ni mniej ni więcej, a pycha. Wymyśliliście, że pojedziecie na wystawę. Dobrze, ale pamiętajcie o jednym, inni wpadli na ten sam pomysł już lata temu. Więc jeżeli wejdziecie na ring i nawet z najpiękniejszym psem świata, bo Waszym, zajmiecie ostatnie miejsce, nie poddawajcie się. To nie jest wina Waszego psa. Tak naprawdę to Wy jesteście winni. Na ringu oprócz Was będą ludzie, którzy robią to od lat. Co więcej będą tam ludzie, którzy to robią zawodowo, oni za to biorą pieniądze. Jak wszystko także i handling wymaga nauki. Co z tego, że powiedzieli Wam jak ustawić psa. Tego się trzeba nauczyć. Są tysiące sposobów. Są momenty, w których się prezentujemy i takie gdzie leżymy i się śmiejemy. Są zasady jak stać, jak trzymać smycz, kurde dowiecie się, że są jeszcze różne obroże i smycze, jedne do biegania, inne do stania, jedne dobre dla psa, ale zupełnie inne dla suki. Handling jest sztuką, popatrzcie na rosyjskich handlerów – to jest przemysł najwyższych lotów, ale oni mogą wygrać za handling nawet auto, w Polsce tak nie ma… wokół tego jest cały przemysł. W końcu nauczycie się jak prawidłowo pokazać psa. Tak więc nie zniechęcajcie się początkowymi porażkami, co ważniejsze początkowych sukcesów nie bierzcie za pewnik.

Akt II Zgłoszenie

Będąc nieopierzonym właścicielem psa marki Akita. Za niecną namową hodowcy od, którego tenże wynalazek nabyłem postanowiłem wziąć udział w wystawie. Dziękuję Darku, właściwie to szczerze. Cóż z tym Nowym Dworem… każdemu mogło się zdarzyć. Niestety pech chciał, że była to wystawa w Nowym Dworze Mazowieckim. Jeden z nielicznych oddziałów w Polsce, który hołduje zasadzie, że co na papierze to się liczy. Cyfrowy zapis to zło… zło… zło… . Jednym słowem, nie korzystają z systemu rejestracji zgłoszeń. Prowadzą własną ewidencję i co niesamowite, przyjęcie zgłoszenia wysyłają pocztą. Wow. POCZTĄ! W świecie istnieją tylko dwie rzeczy wolniejsze od POCZTY. Jedną z nich jest proces rozkładu butelki typu PET, a drugą rozmnażanie się żółwi. Ale wracając do meritum, zarejestrowałem się na ichniej stronie. Proces żmudny, ale skutkujący trwałym efektem. Wszelkie poprawki wprowadzane są przez administratora natychmiast w czasie siedmiodniowego okresu statutowego, orzeczonego na poprawę danych. Nie jest tak źle, spróbujcie skontaktować się mailowo z moim rodzimym oddziałem. Siódmy miesiąc czekam na sygnał, że wiadomość w ogóle została odebrana. Na każdy telefon w mojej sprawie słyszę „Mamy braki kadrowe w dziale informatycznym, ale proszę powiedzieć w czym rzecz to zaraz to załatwimy.” Mówię w czym rzecz i co słyszę? -” Proszę nam to przesłać mailem.”. No tak ?!? Jak to powiedzieli w niezapomnianym kabarecie „Potem” -”Król załamał ręce”. A wracając do NDS NDM. Zgłosiłem psa,  czekam na odpowiedź, sprawdzam adres poczty internetowej, przyjęli zgłoszenie, opłaciłem zgłoszenie, przelew poszedł. Mam oczekiwać koperty z wszelkimi danymi, numerem etc, itp.. Oczekuję, codziennie biegam do skrzynki. Z nadzieją otwieram ją i jest, jest … a nie to rachunek za prąd. Następnego dnia jest… nie rachunek za gaz, za telefon, za kablówkę, za użytkowanie gruntu, za wywóz śmieci, za… za… za… Dzień wystawy zbliża się nieubłaganie jak wezwanie do zapłaty. Pamiętajcie proszę, że to nasze pierwsze zgłoszenie. Pierwszy raz pojedziemy na tak wysublimowane zgromadzenie jakim jawi nam się „WYSTAWA PSÓW”. Cóż czas weryfikuje każde założenie. Nadszedł ten dzień, a w skrzynce na listy pusto. Pytanie – Co robimy? Szybka wymiana zdań (nie przytoczę jej). Nie ma co eskalować dawno zapomnianych kłótni. Decyzja zapadła – jedziemy. Sprawdzamy na stronie, zaczynają o 9. Super! Daleko nie mamy na dziewiąta dojedziemy jak w mordę strzelił. I tu właściwie zaczyna się Akt II. Ale zanim do niego przejdę kilka uwag na temat zgłoszeń. Otóż istnieje w Polsce kilka oddziałów, które z niewiadomych  mi przyczyn nie korzystają z Systemu Rejestracji Zgłoszeń. Jak opisany powyżej Nowy Dwór Mazowiecki i choćby Poznań. Inne korzystają z Europejskiego Systemu Zgłoszeń, co nie jest głupie, zwłaszcza jeżeli chcecie zgłaszać psy na zachód od granicy.  Jeżeli myślicie o wystawach, będziecie zmuszeni zarejestrować się w każdym z nich. Na szczęście najwięcej oddziałów korzysta z Systemu Rejestracji Zgłoszeń. Prosty interfejs,  łatwe zasady, wykaz dostępnych wystaw. Szybka opłata. Nieco zamieszania jeśli usiłujecie wycofać psa. Ale i to do załatwienia. Duży minus to brak kontaktu telefonicznego, ale mają sprawną obsługę internetową. W sumie napisałbym, że polecam, ale nie bardzo jest wybór. A w kwestii zgłoszeń dostarczanych przez niezawodną POCZTĘ. Przyszły, kurde, naprawdę, przyszły. Trzy dni po wystawie dostałem list ze wszystkim co obiecali wysłać. Naprawdę doszło wszystko. Od tego czasu w NDM byłem na wystawie cztery razy. Za każdym razem tak jak obiecali. Wszystko doszło. Każdorazowo trzy dni po wystawie dostaję przesyłkę ze wszystkim. W tym czasie trzy razy zmieniłem miejsce zamieszkania. POCZTA za każdym razem znalazła mnie niezawodnie. Zawsze tak samo słowna i działa w tym samym niezawodnym stylu.

Akt III Dojazd

Zabawne. Każdorazowo planujemy wyjazd w oparciu o GPS, który podaje szacunkowy czas dojazdu. Więc sprawdzamy w internecie, potem na nawigacji w telefonie i ostatni w samochodzie. Dziwne jest to, że w każdym z tych wypadków czytam „droga trwa tyle i tyle, jedź droga jest wolna”. Więc pobudkę planujemy tak by mieć dwie godziny zapasu. No wiecie godzina na wyjście z domu, następna aby na miejscu psy wyprowadzić, znaleźć miejsce na rozstawienie sprzętu, przejść się z psami po ringu. No takie rzeczy. Paradoksalnie to nigdy tak nie działa. Wystarczy, że wyjedziemy od razu korek. No szlak! Jaki kurwa korek o trzeciej nad ranem w kierunku na Radom? A jednak. Jest korek. Bo jak się okazało w LeroyMeriln pod Radomiem jest nocna wyprzedaż i pół miasta wyruszyło bo żyć nie mogą bez płyt OSB, wkrętów do drewna fi 2,5mm i niezastąpionych w każdym domu super gładkich rękawic wielofunkcyjnych, że o orchideach w wielu kolorach nie wspomnę. No i jeszcze ten Pan, który po taczkę przyjechał chociaż nie była w promocji, ale on myślał, że będzie. Wiele razy wpadałem na wystawę z jęzorem na wierzchu, zziajany, ciągnąc za sobą psa, który nie bardzo wiedział o co chodzi. Książeczka zdrowia w zębach, zgłoszenie w jednym ręku, smycz w drugim, pies w trzecim. Bo przecież mam Akitę. Zrozumiałym więc jest, że w stresie, ścisku i pośpiechu usiłuje dokonać konsumpcji na przechodzącym obok kaukazie. No powiem wam zabawa po pachy. Stres powyżej głowy. Wrzody żołądka murowane no i awantura z właścicielem kaukaza. Bo perzcież on nikogo nie ugryzie. Jasne. Zwłaszcza jak go Akita dopadnie. Ojjjj jak on wtedy nie gryzie. Nie mówię z własnego doświadczenia, raczej z obserwacji. Ale wyprzedzam temat. Podczas naszych wyjazdów ma miejsce ta sama dyskusja. Wyjedziemy o 4 w nocy to na pewno się nie spóźnimy. Kobieto – tłumaczę. Na wystawę mamy dwie godziny drogi. Zaczyna się o 10. Jeśli wyjedziemy o czwartej to będziemy tam o szóstej. Jeszcze nawet Q…rwa jej mać parkingu nie otworzą. Odpowiedź zawsze zwala mnie z nóg. -”To poczekamy.” Nie tylko ręce mi opadły. Wpadam na genialny pomysł. A może wyjedziemy o siódmej? No wiesz dwie godziny na dojazd. Godzina aklimatyzacji. I wystawa? Chwila głębokiego namysłu. Nie wyjedziemy o piątej. Agrhhhh jakiej piątej? Jestem w stanie zgodzić się na szóstą i ani minuty wcześniej. -”Zgoda”. Hmmm coś tak czuję, że nie tak to zaplanowałem. Ktoś mnie tu chyba roluje jak młodego. Ale przecież do kogo skarga? Sam zaproponowałem. Tak więc dojazd. Złota zasada. Jeżeli planujecie dojechać godzinę wcześniej to wyjedźcie godzinę wcześniej niż początkowo planowaliście. Zawsze jest gdzieś wyprzedaż. W ostateczności będziecie stać na przejeździe kolejowym. Tak też miałem. Nawigacja nie wie wszystkiego. A warto być tę godzinę wcześniej. Psy się oswoją z miejscem. Macie czas wejść na ring.  Macie czas znaleźć sobie miejsce. Nie ma też co przesadzać. Któregoś razu tak się przejąłem wystawą, że przyjechałem dzień za wcześnie. Nie było tego złego. Pomogłem ustawiać ringi i stoliki jako wolontariusz.

Akt IV Wejście

Tu dopiero jest zabawa. Od razu zaznaczam, że jest kilka miejsc gdzie rozumieją znaczenie „groźny pies”. Jak np. Warszawa Wesoła, gdzie wszystko odbywa się przy wjeździe i dopiero na parkingu człowiek musi się szarpać z całym sprzętem, psami, itp., itd. Ale nie idzie obwieszony wszystkim z psami na smyczy do kontroli weterynaryjnej w wąskim gardle. Z parkingu szuka własnej drogi na olbrzymim terenie. Poznań z jego targami jest równie dobry, choć wejście jest nieco wąskie. Kielce, Gostynin, Opole i jeszcze parę innych. Wystawy organizowane na naprawdę dużym terenie gdzie przemieszczanie się nie stanowi problemu. Z parkingu na halę, boisko czy inny teren jest łatwo się dostać.  Ale są też miejsca, gdzie z parkingu idziecie do takiego naprawdę wąskiego gardła. Jeśli nie wiecie czego się spodziewać, to może być naprawdę zabawnie. Nie chcę, ale samo się nasuwa wspomnienie o Nowym Dworze. Organizują oni wystawy letnie na boisku i to jest ok. Niestety zimowe organizowane są w hali na takim boisku  do koszykówki. Dziewięć ringów na powierzchni przeznaczonej dla dziesięciu zawodników.  Powiem Wam, że przedostanie się na jej drugi koniec, to wyzwanie, a Akity zawsze są na końcu hali. Najsampierw kolejka po numerek w sekretariacie. Bo jeśli nie zgłosiłeś psa 17 miesięcy wcześniej to wszystko przyjdzie POCZTĄ. Więc stoicie z telefonem na, którym macie wszelkie dane. Przed Wami setka innych. Psy patrzą na siebie z przyjazną nienawiścią. Yorki, pomeraniany i inne naturalne ofiary w ochronnych klatkach ustawionych piętrowo na wózeczkach. Duże psy na smyczach. Zabawne jest to, że właściciele niektórych ras wychodzą z założenia, że przecież ich pies jest taki przyjacielski. On przecież muchy by nie skrzywdził. Ja nie sugeruję bynajmniej, że jest to urodzony morderca, z zębami jak brzytwy, wagą 60 kilogramów i charakterem chorego na ból zęba tygrysa. Nie no przecież jest to Pimpuś. Taka maskotka, pluszak niemal. Ma wagę małego cielaka i zęby zdolne skruszyć betonowy pustak. Ale przecież on nikogo nie ugryzł. Albo jeszcze lepiej – bo przecież mój amstaf jeszcze nigdy w życiu nikogo nie zaatakował albo ugryzł. Prowadzę cztery dorosłe malamuty bo one są tak spokojne. SPOKOJNE? Jeśli będą chciały to pociągną i 200 kilo ładunku. A prowadzi je kobietka. Waga na oko 46 kg (i to jak zmoknie). Nie wiem dlaczego ludzie traktują swoje psy jak zabawki. Niezależnie czy prowadzisz pudla, dobermana, hasiora, beagla, czy jakąkolwiek inną rasę. Miej świadomość, że prowadzisz drapieżnika. Nieważne jak dobrze wychowanego. Ma zęby? Je mięso? – Jest drapieżnikiem! Imponuje mi poziom  świadomości wśród hodowców Akit. Zdają sobie oni sprawę z tego co znajduje się na drugim końcu ich smyczy. Urodzony hunter, zdolny do zaatakowania wszystkiego co jest w stanie rzucić mu wyzwanie samym rozmiarem. No i zjedzenia wszystkiego innego. To żart oczywiście. Akity nie jedzą innych psów. Tylko rozrywają je na strzępy, ale nie ruszają tych strzępów. NDM Od samego wejścia stanowi wyzwanie dla ich charakteru. Na wstępie stoiska ze smaczkami. Następnie przejście 0,5 m szerokości pomiędzy ringiem, a kojcami z innymi psami. Ale to nie jedyne takie miejsce. Pruszków, Lublin, Rzeszów. W zasadzie pamiętać należy o jednym: wystawy letnie organizowane są na boiskach, plantach itp. Dojście jest raczej łatwe. Zimowe są halowe. Panuje tam zazwyczaj ścisk, brak miejsca i ogólnie zawężenie przestrzeni. Co więcej trzymajcie psa na krótkiej smyczy. Bo wiecie, właściciele innych ras nie posiadają Akity.

CDN i to bardzo szybko
Ja
Loki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Name *